Dowiedz Się O Swojej Liczbie Aniołów
Za pierwszym razem, gdy biegłem przez cztery minuty, prawie zwymiotowałem. I płakał. I od razu planowałem rzucić ćwiczenie. Był wrzesień 2016 roku. Miałam 29 lat, byłam szalenie bez formy i po raz pierwszy w życiu próbowałam zadbać o formę.
Podjąłem decyzję o zaangażowaniu się w ćwiczenie tego lata w wieku 29 lat. Mam dokładnie jeden prawdziwy stanik sportowy, dwie pary sportowych szortów i jedną parę drogich tenisówek, które kupiłem kilka lat temu, kiedy próbowałem ukończyć Couch to 5K Challenge. (Spoiler: Nigdy nie dotarłem do części wyzwania 5K.) Jedyny raz, kiedy nosiłem te przedmioty razem, to wtedy, gdy chciałem załatwić sprawy i nie zostać osądzonym za to, że wyglądam jak bałagan. „Och, musiała właśnie wyjść z siłowni” Wyobraziłem sobie, że wszyscy w kolejce do sklepu spożywczego mówią. „Dlaczego inaczej miałaby nosić tenisówki?”

Teraz, na swoją obronę, z przerwami przez całe życie próbowałem być osobą, która lubi fitness. W końcu wydawało się, że przez całe moje dzieciństwo pojawiało się to na nowo w formie „zagłębienia”; „zajęcia na siłowni” oraz „wymagania ukończenia szkoły średniej.” Jednak niezawodnie zawsze rezygnuję tak szybko, jak to możliwe.
mowa ciała zakochanych mężczyzn
Jasne, bawiłem się orbitrekiem na studiach, aby zrównoważyć moją nowo przyjętą dietę złożoną z alkoholu zmieszanego z alkoholem, ale kiedy opuściłem kampus, zdecydowałem, że spacerowanie po Nowym Jorku będzie moim jedynym treningiem. W duchu pełnego ujawnienia uciekł przed radarem od nacisków społecznych, aby „uderzyć na siłownię”; bo mam szybki metabolizm. Zasadniczo jestem uosobieniem chudego tłuszczu.
Ale w tym roku zacząłem zauważać, że moje ciało zmienia się w subtelny sposób. I widziałem siebie w wieku 35, 40, 60 lat, żałując, że nie zacząłem ćwiczyć w wieku 20 lat, kiedy mam czas i energię. W końcu nikt nie budzi się w swoje 75. urodziny i mówi: „Wszystko jest na właściwym miejscu”. Dzięki Bogu nigdy nie marnowałem czasu na te zajęcia cardio!”
Nawet po przyznaniu się do tego, nadal wymyślałem powody, dla których nie był to dobry moment na rozpoczęcie. Było za gorąco, za zimno, za wilgotno albo za przyjemnie, żeby nawet myśleć o marnowaniu dnia na pocenie się. Ale pod wszystkimi wymówkami (a powyższe jest naprawdę tylko małą próbką) krył się fakt, że się bałem. Tęskniłem za łodzią treningową, na którą wszyscy zdawali się skakać lata temu, i uświadomienie sobie, że ten statek płynął, było przerażające.
Poza orbitrekiem nie wiedziałbym nawet, co zrobić po wejściu na siłownię. I nienawidzę nie wiedzieć, co robić. Sama myśl o zawstydzeniu się przy maszynach do ćwiczeń sprawiła, że oblałem się zimnym potem (wymówka #45: nie musiałem zaczynać ćwiczeń, bo samo myślenie o tym powodowało, że się pociłem).
Aż pewnego dnia po prostu zdecydowałem, że nadszedł czas. I zanim zdążyłam się z tego wygadać, zapisałam się na pakiet 10 sesji z trenerem personalnym. Jak przeszedłem od rozważania o dołączeniu do siłowni do tego? Cztery powody:
- Siłownia znajduje się w moim apartamentowcu, co oznacza, że nie mogę wykorzystać pogody jako wymówki, żeby nie iść.
- Praca z trenerem sprawiła, że byłem odpowiedzialny przed drugą osobą, a bycie perfekcjonistą oznacza, że nienawidzę rozczarowywać ludzi.
- Jedyną rzeczą, której nie cierpię bardziej od ćwiczeń, jest marnowanie pieniędzy. Płacąc za 10 sesji z góry, trzymałbym się co najmniej tylu treningów.
- Wszystko to zmusiło mnie do znalezienia czasu w moim harmonogramie (unieważniająca wymówka nr 3: nie mam czasu) i uczynienia z tego nawyku – nawyku, który miałem nadzieję utrzymać po zakończeniu 10 sesji.
Przed pierwszą sesją rozmawiałem przez telefon z moim nowym trenerem.
„Więc, jak wygląda teraz Twoja rutyna?”
„Uch, idę do pracy?”.
„Chodzenie nie jest ćwiczeniem”.
„W takim razie, hm, nic?”
„Nic, tak jak… maszyny cardio?”
„Nie”.
„OK, co robiłeś kiedyś?”
„Czy chodzenie nadal jest złą odpowiedzią?”
„Spróbujmy tego: Jaki sport uprawiałeś w szkole średniej?”
„Ocieplenie ławki. Pewnego razu mój trener zmusił innego zawodnika do pozostania na boisku ze skręconą kostką, ponieważ było to mniej ryzykowne niż wrzucenie mnie.”
Nie trzeba dodawać, że pierwszego dnia poprzeczka została ustawiona nisko. „Założę się, że nie możesz zrobić nawet jednej pompki” powiedział do mnie. Spojrzałem mu prosto w oczy i zgodziłem się, że prawdopodobnie nie mogę. W końcu mam dwuletni słoik sosu pomidorowego, którego nigdy nie używałem, ponieważ nie mogę go otworzyć – nie zaprzeczam, że mam siłę (ani jej brak).
Zaczęliśmy więc od podstaw. I nie podstawy treningu, ale podstawy ruchu człowieka. Na przykład zrobiłem „schody”. („Wspinacz po schodach?”; moi przyjaciele pytali mnie, kiedy opowiadałem im, jak poszło. „Nie”, odpowiedziałem: „Dosłownie, kazał mi chodzić po schodach w górę i w dół”). „siadanie i wstawanie”;prawidłowa forma deskowania, a moją najmniej ulubioną czynnością jest skakanka.
najlepsi odważą się

„Skacz – OK, ale tym razem skacz przez linę, nie tylko skacz…OK, skacz obiema stopami…OK, skacz ponownie obiema stopami…to jest…ale tym razem skocz obiema stopami przez linę… ;gdzie jest lina? Jak to w ogóle się tam dostało?”
Opuściłem pierwszą sesję czując się bardzo pokonany, żałując zakupu tego pakietu i naprawdę zastanawiając się, dlaczego uważam, że to dobry pomysł. To było za trudne, nie byłem w tym dobry i pod żadnym pozorem nie bawiłem się.
Ale kiedy próbowałem usprawiedliwić, że nigdy więcej nie pojadę, usłyszałem też cichy głos z tyłu głowy, który powiedział, że nigdy nie będzie łatwiej. Do niczego byłoby robić to w wieku 29 lat, ale bardziej do niczego byłoby robić w wieku 33 lat, w wieku 45 lat i tak dalej. Nie wspominając już o tym, że w oparciu o moje dotychczasowe doświadczenia życiowe, nigdy nie stanę się bardziej wysportowany – dlatego nigdy nie będę w nastroju, aby uzyskać formę. A to tylko naraziłoby mnie na większe ryzyko chorób serca, cukrzycy, depresji i – zgodnie z nagłówkami internetowymi – 4 milionów innych złych rzeczy.
Wróciłem więc na siłownię na kolejne dziewięć sesji. Gdyby to był montaż filmowy zamiast eseju, sceny grałyby ze mną szybko się poprawiając, gdy tylko się na to zastanowię. A pod koniec tego doświadczenia zapisywałem się, aby przebiec pełny maraton, w którym mój trener stał na mecie i mówił: „Kiedy poznałem tę dziewczynę, musiałem nauczyć ją, jak chodzić po schody, a teraz kończy maratony w rekordowym czasie!”
Ale to nie jest montaż filmowy i tak się nie stało. Jasne, ewoluowałem poza „siedzenie i stanie”. Przeniosłem się na „robi dwa stopnie na raz” a po siedmiu tygodniach w końcu pozwolono mi dotykać rzeczywistych ciężarów. Nie sądzę jednak, by ktoś był pod wrażeniem mojej rutyny pod koniec 10 tygodni ani moich zdjęć przed i po.
Za wyjątkiem mnie. Odnotowywałem każdą poprawę — nieważne jak małą. Przeszedłem od ledwie w stanie zrobić deskę do tego, że byłem w stanie utrzymać ją przez minutę, nie chcąc umrzeć. Mogłem skakać przez 60 sekund bez potykania się o siebie i biegać przez cztery minuty bez odczuwania potrzeby wymiotowania (aż do ostatnich 30 sekund).
Po około sześciu tygodniach spojrzałem na siebie w lustrze i zauważyłem nieco większą wyrazistość w moich rękach i nogach. W ósmym tygodniu koleżanka powiedziała mi, że myślała, że po raz pierwszy w życiu mogę mieć ramiona (zarumieniłam się), a po dziesięciu tygodniach koleżanka rzuciła we mnie butelką wody z drugiego końca pokoju, a ja złapałem ją bez mrugnięcia okiem. Spojrzała na mnie zszokowana i powiedziała: „Nigdy nie byłeś w stanie tego zrobić, zanim zacząłeś ćwiczyć”. I to była prawda. Choć pisanie na klawiaturze jest smutne, brakowało mi koordynacji ręka-oko, żeby to zrobić.
A te małe chwile sprawiły, że warto było obudzić się wcześniej rano. Przyciągnęli wzrok z boku innych bywalców siłowni, którzy obserwowali mnie „wstań i usiądź”. Warto było. Sprawiły, że prawdziwy dyskomfort, jaki odczuwałam, kiedy ćwiczyłam, była tego warta.

Dążenie do uzyskania formy jest zdecydowanie najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek wybrałem. Ale z tego powodu nagrody były o wiele większe, niż się spodziewałem. Nie zrozum mnie źle, nadal tego nienawidzę. Nie sądzę, że kiedykolwiek będę kimś, kto…chceiść na siłownię. Szacuję, że prawdopodobnie za trzy lata będę mógł iść na zajęcia z wirowania (i nieskończenie wiele lat od przebiegnięcia pełnego maratonu).
Jednak zmuszanie się do robienia tego, w co naprawdę wierzyłam, że jest niemożliwe – w tym przypadku nabierania formy – nauczyło mnie, że jestem zdolny do więcej, niż sądziłem; że jest inny rodzaj satysfakcji w dążeniu do nowej umiejętności, w której prawdopodobnie nigdy bym się nie polepszył; i że jeśli tylko wyznaczę sobie cele, o których wiem, że mogę je osiągnąć, zanim jeszcze zacznę, sprzedam się krótko.
Tylko dlatego, że coś jest trudne i tylko dlatego, że nie przychodzi mi to naturalnie, nie oznacza, że nie warto tego robić. Ponieważ uczucie, które odczuwam za każdym razem, gdy kończę trening – pamiętaj, że teraz składa się z 30-minutowej improwizowanej rutyny bez trenera w moim salonie – nie przypomina niczego, co czułem wcześniej.
Tak więc, do wszystkich niesportowych ludzi, do ludzi, których onieśmiela myśl nawet wkroczenia na salę gimnastyczną, którzy byli wyśmiewani przez własnego nauczyciela wf-u w szkole podstawowej (prawdziwa historia), którzy zostali nazwani Prancerem przez ich ósme -klasy trenera piłki nożnej ze względu na to, jak biegli (znowu, prawdziwa historia), wiedz, że masz to w sobie, aby po prostu zacząć. Ponieważ jeśli nie mierzysz się z nikim innym niż sobą, istnieje tylko jeden kierunek, w którym możesz podążać, gdy całkowicie stracisz formę — i to już koniec.
Staromodny? Oczywiście. Ale mówię to, bo to prawda, i żałuję, że ktoś nie powiedział mi tego lata temu, kiedy pogodziłem się z tym, że zawsze jestem bez formy. Nie musisz być wysportowany, żeby iść na siłownię, nie musisz być skoordynowany (poważnie, spytaj każdego, kto widział, jak skaczę przez skakankę), a nawet nie musiszchciećbyć tam. Wszystko, co musisz zrobić, to zobowiązać się do doskonalenia siebie – a to zrobisz.
Jenni Maier jest redaktorką i pisarką mieszkającą w Nowym Jorku, która nigdy przez milion lat nie myślała, że będzie miała wpis na stronie poświęconej zdrowiu i fitnessowi. Możesz śledzić ją na Twitterze @MayorJenni .
