Dowiedz Się O Swojej Liczbie Aniołów

Kiedy w wieku 29 lat przeprowadziłem się z Chicago do Nowego Jorku, wiedziałem, że nawiązanie przyjaźni będzie trudne. Nie wiedziałem, że to niemożliwe. W końcu przeniosłem się do miasta do pracy, miejsca, w którym 82 procent ludzi powiedz, że mają co najmniej jednego przyjaciela.
Po kilku miesiącach z radością odkryłem, że kliknąłem z kilkoma osobami z mojego zespołu. Jedna osoba słuchała też podcastów o prawdziwych przestępstwach, inna lubiła modę na pokazach nagród, wszyscy oglądaliśmy „Queer Eye”. Ale co najważniejsze dla mnie i dla mojego zdrowia psychicznego: dzieliliśmy poczucie humoru, zdolność i chęć uznania absurdalności naszej branży (reklama) i bezcelowego zadania (humanizowanie korporacji poprzez nasze słowa i projekt).
jak uprawiać seks ze swoją dziewczyną
Oczywiście założyłem, że jesteśmy gotowi na kolejny krok w naszej biurowej przyjaźni: spędzanie czasu poza pracą. Ale wtedy, za każdym razem, gdy proponowałam datę i godzinę, otrzymywałam uprzejmą, ale stanowczą, dziękuję, ale nie, dziękuję.
Byłem zmieszany. I trochę boli. Skoro dogadywaliśmy się w pracy, dlaczego nie moglibyśmy zostać?obecnyprzyjaciele? Ludzie, którzy planowali weekend i mieli ważnych innych, spotykali się podczas wspólnego posiłku i kilku butelek wina w restauracji z dala od naszego biura.
To był rodzaj wszechogarniającej przyjaźni, jaką miałem z moimi kolegami z Chicago, więc nie tylko wiedziałem, że można to zrobić, ale zacząłem się tego spodziewać. Wierzyłem, że żadna prawdziwa więź nie może się wydarzyć, gdybyśmy zostali w biurze, nigdy nie widując się po 17:00. w dni powszednie.
Powrót do tego, jak rozwijałem przyjaźnie w pracy
W mojej poprzedniej pracy wszyscy mieliśmy po dwadzieścia kilka lat. Dla wielu z nas była to pierwsza realna praca zarobkowa z benefitami. Poprzez połączenie dramatycznej polityki biurowej i niechlujnych, nocnych konfesjonałów, nawiązaliśmy więź i wspólnie przeszliśmy tę nową niewiadomą.
Kiedy dzień pracy dobiegał końca, siedzieliśmy w biurze pijąc wino, a kiedy to się kończyło, ktoś robił CVS i odbierał kilka 6-paków gównianego piwa. Gdy słońce zaszło i pojawił się personel sprzątający, wskoczyliśmy na L i zabraliśmy imprezę w górę miasta do ulubionego baru w sąsiedztwie, który celebrował karaoke dla klasy C. W końcu, kiedy śpiewano ostatnią spójną piosenkę „Counting Crows”, natykaliśmy się na drugą stronę ulicy do nocnej „restauracji” z serem i makiem. Rano przychodziliśmy do biura z założonymi kapturami, przeklinając na górne lampy fluorescencyjne i chcąc odpędzić kaca.
To, co mieliśmy, było wyjątkowe, ale także produktem naszych czasów. Intensywność PIERWSZEJ pracy z rzeczywistymi stawkami wiąże Cię z kolegami w sposób, który jest trudny do powtórzenia.
Ale to było to, co wiedziałem o przyjaźniach w pracy, więc wchodząc do pracy w Nowym Jorku, utrzymywałem wszystkich na tym samym poziomie.
Moi nowojorscy „znajomi” z pracy powiedzieli mi, że nie stanowię problemu. Ale ponieważ jestem osobą, która pragnie uniwersalnej miłości i akceptacji, poprosiłam ich o podanie konkretnego powodu. Powiedzieli mi tak: mieli długie dojazdy pociągami, które jeździły rzadko, a pod koniec dnia po prostu chcieli wrócić do domu, spędzić cenne kilka godzin przed snem ze swoim partnerem lub dziećmi przed wstaniem o świcie zrobić to jeszcze raz.
Sprawiedliwe, powiedziałem. Nie podobało mi się to i nie lubię, ale to jest rzeczywistość dla wielu ludzi, którzy pracują w Nowym Jorku. Aby pozwolić sobie na dom z podwórkiem lub na tyle duży, by założyć rodzinę, trzeba wyprowadzić się poza miasto. W moim zespole są ludzie, którzy dojeżdżają do biura 2 godziny w jedną stronę. Im więcej o tym myślałem, tym mniej zdawałem sobie sprawę, że to nie miało ze mną nic wspólnego i tym mniej nienawidziłem ich stanowiska.
Kolejną prawdą, której jeszcze nie zaakceptowałam, było to, że od czasu Chicago dojrzałam emocjonalnie. Mnie nie interesowały happy hours w maratonie i gwałtowne kace w dni powszednie. To, czego desperacko brakowało, to możliwości nawiązania więzi, które mi dali.
Zacząłem się zastanawiać, czy możliwe jest stworzenie głębszego połączenia w ograniczeniach naszych 9 do 5 i zdałem sobie sprawę, jak cenne były te przyjaźnie w pracy. Jeśli więc miałam zostać przyjaciółmi tylko do pracy, nie chciałam, żeby nasze rozmowy dotyczyły tylko pogody. To by mnie głęboko zasmuciło. Ale jeśli przerwy na lunch i kawę byłyby jedynym momentem, w którym mogłam się z nimi związać, to agresywnie i trzeźwo wykorzystałabym ten czas jak najlepiej.
Robię co w mojej mocy, szanując granice
Akceptacja i wdzięczność. To właśnie zakorzeniło moją nową kampanię przyjaźni. Moi współpracownicy sprawiają, że dzień pracy jest znośny, a nawet przyjemny, a to nie jest nic.
Chwile pomiędzy pracą spędzamy, rozmawiając o wielu różnych rzeczach, od głupich po bardzo przydatne. Polityka, „90-dniowy narzeczony”, binarny podział płci, teściowie, kolekcja pelerynek Billy'ego Portera i jakiego rodzaju psem byłbyś, gdybyś musiał wybrać (co robisz).
W roku, w którym się zaręczyłem, byli tam na każdym niechlujnym etapie mojej „podróży” planowania ślubu, w tym rozpaczliwych 2 tygodnie przed ślubem, kiedy pomyślałem, że mogę zrobić dekoracje na środku z wyrzuconych pudełek po ciastkach w naszym biurze. To było nielogiczne, ale mimo wszystko bronili mnie, bo od tego są przyjaciele!
Zawsze, gdy potrzebuję porady zawodowej, są one nieocenionym i łaskawym źródłem informacji. Prowadzenie przez nich scenariuszy zapewnia mi instynkt, którego potrzebuję, aby „z ufnością podążać w kierunku moich marzeń”, jak mówi cytat z mojego kalendarza na biurku. A z kolei, gdy potrzebują porady, jestem po to, aby przedstawić swoją perspektywę.
Potrzebujesz kogoś w okopach z tobą, gdy gówno uderza w wentylator
Społeczeństwo uwarunkowało nas, byśmy byli twardzi albo umrzeć próbując. Ten sposób myślenia jest jeszcze bardziej zachęcany w pracy, gdzie ujawnienie jakiejkolwiek słabości może zagrozić Twojej karierze.
Ale oznacza to, że ponad 8 godzin dziennie spędzanych w pracy może być bardzo samotny. W przypadku kobiet, osób kolorowych lub każdego, kto czuje, że ich doświadczenie jest wyjątkowe, ludzi, którzy czują, że nie mogą być najlepszymi w pracy, może to być szczególnie prawdziwe.
Posiadanie kogoś, komu możesz zaufać, kto nie będzie Cię osądzać i kto będzie Cię wspierał, jest kluczem do przetrwania pracy. Odnosi się to teraz bardziej niż kiedykolwiek. Właśnie zacząłem rozumieć moje osobiste przyjaźnie w pracy, kiedy zostałem zmuszony do ponownego ich zdefiniowania, dzięki tej globalnej pandemii, która zmusiła duży procent ludzi do pracy zdalnej.
Kevina Smitha Warta
I chociaż brakuje mi koleżeństwa, które mieliśmy, staram się robić to, co robiłem wcześniej: spotykać ludzi tam, gdzie są, a nie tam, gdzie mogą być.
Z praktycznego punktu widzenia oznacza to cyfrowe spotkania z ludźmi — na czatach, wideokonferencjach lub e-mailach. Ale z emocjonalnego punktu widzenia oznacza to spotykanie ludzi z cierpliwością, empatią i niekończącym się strumieniem nieprawdopodobnych filmów o przyjaźni ze zwierzętami.
Używam narzędzi, które mam do dyspozycji, aby ponownie nawiązać kontakty, które miałem osobiście. I bez względu na to, czy chodzi o organizację „wirtualnego happy hour”, czy o udostępnienie sobie nawzajem przestrzeni, w której możemy dać upust swoim obawom o przyszłość, moi współpracownicy i ja jesteśmy dla siebie tak, jak zawsze.
Ali Kelley pisze o polityce biurowej, niepokojach nastolatków i przedmieściach w publikacjach, w tym The Washington Post, Slate i McSweeney’s Internet Tendency. Możesz ją znaleźć online na alikelley.com .
